piątek, 13 grudnia 2019

Jarmark Świąteczny


Ostatnio zorganizowałam szycie świątecznych serduszek na Żmigrodzki Jarmark.
Przygotowałam wykrój :), tasiemki, wstążeczki,
nici i tkaniny. Celofan i etykietki. Maszynę do szycia. Nożyczki,
trzy stoły, napaliłam w kominku.

Sprzedane  serduszka mają zasilić następną z wioskowych imprez dla dzieci, 
w które chętnie się angażuję.

Spotkanie miało być też przyczynkiem do 
 wspólnego spędzenia czasu przy kominku. 

Przy okazji- mini kurs szycia. 

Czy się udało? 
Serduszka się sprzedały, ale chętnych do szycia było niewiele.
I to jest właśnie ten problem- ciężko tutaj znaleźć chętnych
do nauki, naprawdę.
Jak to tutaj mawiają- " to nie Wrocław".
Na szczęście mam pewien pomysł, więc trzymajcie kciuki.

Może znowu blog będzie hulał :) 
a na moich kursach braknie miejsca, kto wie?




Pozdrawiam po długiej przerwie, Ola

piątek, 24 marca 2017

Wiosna, wiosna


Wiosna, wiosna- choć u nas zimno.
Pobudka z zimowego snu zaowocowała 
uszyciem łączki.
Zdjęcia nie są najlepsze, robione w nocy,
ale chciałam Wam pokazać, do czego można wykorzystać
najróżniejsze resztki z kosza ze ścinkami.


Trochę aplikacja, trochę konfetti i oczywiście pikowanie.
Normalnie, trochę falowanym szwem i z wolnej ręki-
to była świetna zabawa.


Użyłam tiulu i organdyny- okazuje się, 
że zwłaszcza organdyna 
wspaniale zmienia kolor, nadaje połysk.





Użyłam różnych stopek- tutaj moja ulubiona
do pikowania z wolnej ręki:


 





Kwiatki z resztek lnu i tiulu:



Taka łączka wyszła- jeszcze nie skończona oprawa.
Po skończeniu zrobię ładne zdjęcia- obiecuję.

***
Co u nas nowego?
Zaczęły się kursy!
Znowu poznaję fantastyczne dziewczyny w przeróżnym wieku,
z którymi radośnie spędzam czas przy maszynach.
Tęskniłam za tymi spotkaniami.

Pozdrawiam Was wszystkich wiosennie, Ola.

środa, 19 października 2016

Co z tego wynikło...


Witam,
niedługo minie trzy lata od mojego pierwszego wpisu.
Trzy lata od powstania 
Wrocławskiej Szkoły Szycia
Patchworków.
Pomysł pierwszy raz zaświtał mi jeszcze w liceum...

Blog miał być "o marzeniach, pomysłach
 i o tym, co z tego wyniknie.."
Marzenia i pomysły były bardzo kolorowe-
jak patchworkowa narzuta.
Marzyłam o pięknej pracowni, w której spotykałyby się kobiety z pasją,
w której tworzyłyby się przyjaźnie,
w której powstawałyby wspaniałe quilty moje i nie tylko.
Marzyłam o słodkim sklepiku z  patchworkami,
akcesoriami do szycia,
bawełnianym rękodziełem.
( to jasne, że drzwi miały się nie zamykać :) )

Miał być w moim kochanym Wrocławiu, przy urokliwej uliczce.

Co z tego wynikło?

Bardzo wiele z tej słodkiej wizji udało się urzeczywistnić.
Każdy kurs, który prowadziłam, wszystkie poznane osoby
dały mi wiele radości. Zawiązałam ciekawe znajomości i przyjaźnie.
Pracownia powstała piękna, jasna i kolorowa.

Przez dwa lata na Komuny Paryskiej
( która urokliwą uliczką N I E była)
nauczyłam się bardzo wiele 
w temacie prowadzenia własnej firmy,
od strony prawnej, finansowej, księgowej.

Zgłębiłam moc internetu- ja- do tamtej pory
"bez zasięgu" i potrzeby tegoż zasięgu.

O maszynach- hafciarkach zwłaszcza- zupełnie nie myślałam,
a jak wiecie, stałam się "specjalistką" od Berniny :)
w której to marce jestem wiernie zakochana 
od pierwszego wejrzenia w Krakowie.

Pokochałam piękne, nowe tkaniny,
choć dalej uważam, że 
P R A W D Z I W E patchworki są z resztek
i tkanin odzyskanych,
na pewno nie z tkanin z jednej kolekcji.

Dowiedziałam się zupełnie nowych rzeczy o sobie-
pozytywnych (!)

Dowiedziałam się zupełnie nowych rzeczy o ludziach,
którzy mnie otaczają.

Ach- na pewno interesują Was kwestie finansowe
-hmm...nauki kosztowały. Nie wzbogaciłam się.
Bardzo oględnie mówiąc.
A tak poważnie - zabrakło mi czasu, w najlepszym momencie,
kiedy Patchwork Wrocław naprawdę zaistniał na
mapie Wrocławia- musiałam wszystko przerwać.

:(

cóż jeszcze?

Teraz moja Szkoła Patchworku
niejako na wygnaniu funkcjonuje w Dolinie Baryczy
w naszym " domu dla gości".
Warsztaty odbywają się raz w miesiącu przez 2-4 dni
z noclegami.

Sklep w zawieszeniu- ten stacjonarny 
i (w tym momencie- aż do grudnia)
ten internetowy.

Co będzie dalej?
Na razie są plany powrotu do Wrocławia ,
nie prędzej jednak, niż zostanie oddana droga S-5.

...cóż jeszcze?

Moja pracownia wygląda teraz tak:













Pracownia, w której odbywają się warsztaty jest 
oczywiście większa, zaproszę Was przy okazji następnych kursów
( prawdopodobnie 5-6 listopada)

I jak myślicie?
Było warto?

pozdrawiam, Ola










sobota, 8 października 2016

Kalejdoskopy, gęsi i łuki


Witam,
na ostatnim dwudniowym kursie szyłyśmy
między innymi
kalejdoskopy trzema technikami.
Tkanina do pierwszego sposobu- ciecia z ośmiu kwadratów
była idealna- wyszło coś pięknego.
Nie mogę się doczekać, kiedy ten quilt zostanie pozszywany i skończony.





Tutaj- całkiem inny deseń, więc i efekt.


Drugiego dnia szyłyśmy "lecące gęsi" metodą PP
oraz z kwadratów metodą bez resztek.








Druga część zajęć to szycie po łuku.


Troszkę pikowania.


Oczywiście, jak zwykle czasu było za mało na robienie zdjęć.
Za każdym razem mam niesamowitą satysfakcję, 
kiedy moje kursantki poznają nową technikę i uszyją coś fajnego.
***
Ja natomiast kończę mój "patchwork z książki"(klik), dopiero, niestety
i zaczynam następny z takich oto tkanin:


Będzie to baaardzo kolorowy kalejdoskop.
:)

pozdrawiam, Ola 



sobota, 1 października 2016

Heksiki 2


Witam porannie:)
Właśnie przygotowuje się do poprowadzenia warsztatów 
z "kalejdoskopów"- 
ale postanowiłam pokazać Wam, co powstało z "heksików".
Taka oto mała forma- podkładka na stół.
Albo zawieszka na ścianę.
Z ręcznie wykończoną lamówką,


A tutaj- tradycyjny sposób zszywania tak małych heksagonów
- ręcznie.
Okazuje się, że to baaardzo przyjemne i wciągające.
Zszywa się po lewej stronie, której nie będzie widać,
więc nie musi być pięknie :)


Prawa strona wygląda tak:


Oczywiście nabierze uroku po wyprasowaniu, 
przepikowaniu i wykończeniu.
A co z tego powstanie?
Jeszcze nie wiem- wciąż doszywam nowe rzędy,
wykorzystując różniaste resztki i ścinki.

***
Pozdrawiam !
Ola